Tata już w domu, z gipsem na nodze, niestety przez najbliższe dni tylko wózek i leżenie. Ale ważne, że się goi. Okazuje się, że złamanie w kostce do chyba najgorsze z możliwych.
A ja byłam dziś na teście obciążenia glukozą. 75g słodkiego ulepku przełknęłam bez większych problemów, nawet nie chciało mi się tak bardzo pić potem, ale potrójne kłucie w tę samą żyłę nie było już takie wesołe. Do 11 wytrzymałam na czczo i bez wody a potem udałam się do pracy. Powoli zdaję sobie sprawę z tego, że czas leci nieubłaganie i biorąc pod uwagę niewykorzystany urlop i święta, będę pracować jeszcze max 15 dni. Jeszcze kilka tygodni temu bardzo tęskniłam za zwolnieniem, ale teraz wcale mi się na nie nie spieszy. Może dlatego, że czuję jego nieuchronność ;-)
Niesamowite jest to, że następne święta będziemy obchodzić już w powiększonym składzie. Szczerze? Coraz bardziej nie mogę się doczekać. I coraz częściej myślę o porodzie, ale jakoś tak bez strachu. Chyba czas zapisać się do szkoły rodzenia...
Ja swój test obciążenia glukozą wspominam wyjątkowo źle ;)
OdpowiedzUsuńWitam ;*
OdpowiedzUsuńPoczytuje od jakiegoś czasu i postanowiłam się ujawić ;-D
Zapraszam też do siebie :))
Gdzie jestes? Nic nie piszesz!
OdpowiedzUsuńnominowalam cie do LIEBSTER BLOG AWARD
OdpowiedzUsuńwejdz tutaj dowiesz sie wiecej
http://mamapisze20.blogspot.com/2013/05/liebster-blog-award-22.html
Pozdrawiam:)