piątek, 16 listopada 2012

Trochę zmartwień...

      Przypadki chodzą po ludziach. Niektóre nawet jeżdżą na dwóch kółkach. Mój tata spadł ze swojego pojazdu i złamał nogę w kostce. W trzech miejscach, z przemieszczeniem. Tak więc operacja, śruby, 10 dni w szpitalu i 8 tygodni w gipsie. Niestety, takie rzeczy dzieją się w najmniej odpowiednich chwilach - za 3 tygodnie nasz ślub, potem święta, i sam fakt, że nadchodzi zima. Po ślubie chcemy wyjechać na tydzień, ale nie wiem, czy mama poradzi sobie tu sama.. Z drugiej strony dobrze, że to "tylko" noga. 

       Apetyt mi ostatnio dopisuje, chociaż staram się nie przedobrzyć. Zdecydowanie lepiej czuję się, gdy jem mniejsze ilości. Choć na ten przykład dziś o 1 w nocy pałaszowałam gruszkę. Ale chyba nie zasnęłabym z takim burczeniem w brzuchu ;) Nie martwię się tym zbytnio, bo ostatnio waga wskazywała 5 kg na plusie, ale młoda musi przecież trochę pojeść. Szkoda tylko, że to jej jedzenie idzie w moje uda :P Ale to już szczegół.. Najważniejsze, żeby była zdrowa i zadowolona.

      Dziś wieczorem obiadokolacja LaVende. Może grillowany łosoś? ;-) A potem weekend na wsi. I chwila oddechu...

4 komentarze:

  1. Witam w blogowym świecie :-)
    Współczuje z powodu nogi taty, na pewno wiele nerwów to kosztowało.
    No i życzę miłego pobytu weekendowego :-)

    Pozdrawiam
    Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Na szczęscie operacja się udała i tata odpoczywa w szpitalu, miejmy nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej.

      Usuń
  2. Również witam w blogowisku :) Ja też jestem nowa w tym światku
    Gratuluję córeczki( ja też będę mamą małej rozrabiary:) ) i wszystkiego najlepszego z okazji zbliżającego się ślubu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i również gratuluję :) Mam nadzieję, że obie zabawimy na blogowisku dłuższy czas :)

      Usuń